wtorek, listopada 21, 2017

Elisabeth Winder "Marilyn na Manhattanie"


Na temat Marilyn Monroe napisano chyba wszystko. Przeanalizowano trudnie dzieciństwo i drogę do Hollywood, oceniono dorobek filmowy. Mieszano fikcję z prawdą, snuto różne teorie spiskowe, dotyczące przedwczesnej śmierci aktorki. Marilyn Monroe jak mało która gwiazda srebrnego ekranu do dziś intryguje, zachwyca i wywołuje skrajne emocje. Dla jednych aktoreczka, która znakomicie sprawdzała się w rolach głupiutkich blondynek, dla innych zmarnowany talent dramatyczny. Sama Monroe, która była przecież produktem wielkiej machiny przemysłu filmowego, przez długi czas tkwiła w sztywnych ramach wizerunku, narzuconego jej przez Hollywood. Droga do usamodzielnienia się, a przede wszystkim do pozbycia się wizerunku seksbomby okazała  się pełna meandrów, w które aktorka wpadała, coraz bardziej rozpaczliwie domagając się szacunku i przede wszystkim ról. Takich, które pokażą pełnię jej talentu i możliwości. Znając biografię aktorki, nie trudno domyślić się, że podejmowane wysiłki spełzły na niczym, a chwilowe zerwanie z ograniczającym ją emploi, tylko spotęgowało emocje, z którymi aktorka niezbyt sobie radziła.

Nowa książka Elizabeth Winder, amerykańskiej poetki i pisarki, to próba spojrzenia na Marilyn Monroe z jeszcze innej perspektywy. Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok życia to rekonstrukcja ponad czternastu miesięcy, które aktorka spędziła z dala od Kalifornii, uciekając do miasta intelektualistów i sztuki, do Nowego Jorku. A tak przy okazji - Elizabeth Winder ma w swoim dorobku podobną publikację, wydaną również w Polsce, opowieść o Sylvii Plath. 

W roku 1953 Marilyn Monroe wydaje się być u progu wielkiej kariery. Zagrała w przebojowym filmie Mężczyźni wolą blondynki, skończyła zdjęcia do Słomianego wdowca ze słynną, ikoniczną sceną w białej sukience. Otoczona blaskiem fleszy i blichtrem Hollywood wydaje się być niezwykle szczęśliwa. Ale to tylko pozory, bowiem w parze z sukcesami filmowymi nie idzie szczęście osobiste. Małżeństwo z Joe DiMaggio chwieje się w posadach, fatalnie skonstruowany kontrakt z wytwórnią Fox właściwie ją ubezwłasnowolnia i zamyka drogę artystycznego rozwoju. Szefostwo wytwórni ignoruje jej prośby o ambitniejsze role, przysyłając do akceptacji scenariusze, które powielają wizerunek MM - słodkiego kociaka, ślicznego, ale niezbyt mądrego. A Monroe w domowym (a raczej hotelowym) zaciszu zaczytuje się w klasyce literatury, marząc o roli rodem z kart powieści Dostojewskiego i Tołstoja. Niestety, Fabryka Snów nie traktuje poważnie jej artystycznych marzeń i to sprawia, że jesienią 1953 roku ucieka do Nowego Jorku, gdzie według Elizabeth Winder spędziła najszczęśliwsze miesiące swojego życia. U boku zaufanych przyjaciół rozpoczyna nowy rozdział swojej kariery. Spełniają się jej marzenia: zakłada własną firmę producencką, a co najważniejsze - dostaje się pod skrzydła Lee Strasberga, dyrektora artystycznego słynnego Actors Studio. Ale to nie jest łatwy rok w życiu Marilyn Monroe. Opinia publiczna nie potrafi wybaczyć jej ucieczki z Hollywood, wytwórnia Fox grozi pozwami, a złożone role dramatyczne nie pojawiają się na wyciągnięcie ręki. Jednak aktorka właśnie w Nowym Jorku nabiera głębokiego oddechu, zachwyca się codziennością, spotyka się z przyjaciółmi, wśród których są i Truman Capote, i Marlon Brando. Zresztą znane nazwiska przewijają się przez całą opowieść Elizabeth Winder sprawiając, że Marilyn na Manhattanie czyta się nie tylko jak biografię, ale również jako historię kina i świadectwo czasów.


Nową książkę Elizabeth Winder można potraktować również jako opowieść o Nowym Jorku z połowy lat 60 - tych. Czytelnik przemierza wraz z Marilyn Monroe Piątą Aleję, odwiedza muzea i galerie sztuki, wreszcie uczestniczy w przyjęciach. Bo choć Monroe jest gwiazdą pierwszego formatu, to w Nowym Jorku może czuć się w miarę swobodnie, co daje jej poczucie komfortu. Wzmacnia poczucie własnej wartości i godności, która daje jej siłę do walki o siebie - zarówno w sferze zawodowej, jak i prywatnej. To podczas pobytu w Nowym Jorku poznaje Artura Millera - dramatopisarza i laureata Nagrody Pulitzera, w przyszłości jej męża. Biografka MM nie mogła przy tej okazji nie podkreślić, że gwiazda nie miała szczęścia do mężczyzn, którzy albo ją wykorzystywali, albo chcieli się wybić jej kosztem. Jak Laurence Olivier, brytyjski aktor, z którym zagrała w Księciu i aktoreczce. Monroe, która od dzieciństwa wychowywała się w rodzinach zastępczych, miała wielki deficyt uczuć i przeogromną potrzebę bycia kochaną. To wrażenie było tak mocne, że często deformowało jej prawdziwy obraz kolejnego związku.

Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok życia to udana próba nowego spojrzenia na biografię jednej z najbardziej rozpoznawalnych ikon srebrnego ekranu. Elizabeth Winder nie tylko zebrała imponujący materiał faktograficzny, ale znalazła sposób na to, aby przedstawić go jako fascynującą opowieść o Ameryce lat 60 - tych. Te kilkanaście miesięcy z życia MM to także podkreślenie, że aktorka w pewnym sensie przetarła szlaki innym kobietom pokazując, że w świecie zdominowanym przez mężczyzn, można się postawić i z tej batalii wyjść obronną ręką. I choć w przypadku Marilyn Monroe trudno powiedzieć o pełnym sukcesie, to z pewnością nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że w pewnym stopniu przyczyniła się do zmiany poglądów na temat roli i miejsca kobiety w świecie. I to nie tylko w tym filmowym. I nie tylko w Ameryce.

Po lekturze książki Elizabeth Winder nie mam wątpliwości, że Marilyn Monroe znana z ról w kolejnych filmach i ta z Nowego Jorku to dwie różne osoby. Narzucony przez Hollywood wizerunek atrakcyjnej blondynki skutecznie odwracał uwagę od jej wrażliwości, inteligencji, ambicji i pragnień. Los dał jej szansę na zmianę i aktorka w pewnym stopniu ją wykorzystała. Mając jednak w pamięci tragiczną śmierć, można mieć wątpliwości, czy pobyt w Nowym Jorku rzeczywiście miał na nią aż taki pozytywny wpływ. Chcę wierzyć, że tak, bo Marilyn, jak mało komu, należało się tych kilkanaście miesięcy szczęścia. A jak znakomitą aktorką była, niech świadczy fakt, że choć męczyła się okrutnie, grając w niezbyt ambitnym filmie Nie ma jak show, to na ekranie kompletnie tego nie widać. Wiem, co mówię, jestem na świeżo po obejrzeniu tej komedii. 

Dla wielbicieli talentu MM książka Elizabeth Winder to pozycja obowiązkowa.


źródło: www.empik.com
Informacje o książce

autorka Elizabeth Winder
tytuł Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok życia
tytuł oryginału Marilyn in Manhattan. Her Year of Joy
przekład Katarzyna Makaruk

wydawnictwo Wydawnictwo Literackie
miejsce i rok wydania Kraków 2017
liczba stron 336
egzemplarz recenzencki
Nowalijki oceniają 5/6




za udostępnienie egzemplarza do recenzji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Nowalijki , Blogger