wtorek, sierpnia 07, 2018

JØRN LIER HORST "NOCNY CZŁOWIEK"

JØRN LIER HORST "NOCNY CZŁOWIEK"

Warto było poczekać na Nocnego człowieka. Po pierwsze, wraz z premierą V tomu, seria o komisarzu Williamie Wistingu jest już kompletna - liczy dziesięć tomów plus preaquel. Po drugie, powieść Jørna Liera Horsta reprezentuje wszystkie elementy, za które cenię sobie jego twórczość: gęstą, wielowątkową intrygę, realizm w ukazywaniu codziennej pracy policjantów, wreszcie wrażliwość na aktualne problemy społeczne. 

W drodze do pracy, mieszkanka Larvik dokonuje makabrycznego odkrycia. Na rynku miejskim ktoś wbił na pal głowę młodej kobiety. Do wydarzenia musiało dojść nocą, kiedy gęsta, jesienna mgła pozwoliła skutecznie ukryć się mordercy. Na miejsce zdarzenia przybywa komisarz William Wisting, a tuż za nim dziennikarze, dla których wydarzenie jest nie lada sensacją i tematem na pierwsze strony gazet. Ofiara nie pochodziła z Norwegii i dlatego pierwsze wnioski dotyczą zabójstwa honorowego - być może morderstwo dokonali, coraz liczniej przybywający do Skandynawii, imigranci. Pytanie tylko Dlaczego?  Sprawa jest delikatna, ale opinia publiczna domaga się wyjaśnień. Przed Wistingiem i jego grupą kolejne niezwykle trudne zadanie. Kto wie, czy nie najbardziej zagadkowe w całej karierze doświadczonego policjanta?


Nocny człowiek zaczyna się dwa lata po wydarzeniach z Jednej jedynej (tutaj). Tyle czasu minęło od osobistej tragedii Wistinga, ale życie toczy się dalej i w tym tomie Horst mocniej skupia się na sferze zawodowej swojego bohatera. Kwestie osobiste zepchnięte zostały na dalszy plan, ale autor mocniej zaakcentował postać córki Wistinga - Line. Jej praca dziennikarki i profesja ojca to potencjalne źródła konfliktu interesów. Córka i ojciec balansują na cienkiej linie, a relacje utrudniają miłość rodzicielska i niechęć komisarza do dziennikarzy, którzy czasem bywają pomocni, częściej jednak utrudniają prowadzenie kolejnego dochodzenia. Ten wątek pojawia się również w późniejszych tomach cyklu, stanowi bowiem ważny element zarówno fabuły, jak i ogólnej problematyki tej serii. Zawsze doceniam u Horsta umiejętność połączenia kryminału (bo nie sensacji) z tematyką obyczajową i społeczną. Komisarz Wisting jawi mi się jako policjant refleksyjny, wyczulony na pierwiastek ludzki, który dostrzega na miejscu popełnionego przestępstwa. Ta wrażliwość nie zawsze ułatwia mu przejście nad tematem do porządku dziennego, ale daje kopa do zintensyfikowania działań i doprowadzenia sprawy do końca. 

Powieści Jørna Liera Horsta to kryminały dla czytelnika, który nie oczekuje od tego typu literatury pędzącej na oślep akcji, eskalacji brutalności, a przede wszystkim kolejnego, skłóconego z życiem i samym sobą głównego bohatera. To wszystko znajdzie u innych autorów. Horst, były policjant, ale  także filozof i psycholog, skupia się na stronie technicznej kolejnego śledztwa, prowadząc czytelnika przez zawiłości codziennej pracy policjantów, odtwarzając sposób myślenia przestępcy i wplatając w dochodzenie analizę aktualnych problemów społecznych. Jak choćby w Nocnym człowieku, kiedy Wisting bardzo wyraźnie uświadamia sobie, że dynamicznie zmieniające się norweskie społeczeństwo i coraz bardziej wyraźna jego wielokulturowość będzie wymuszała na policji zmianę podejścia do służby i wypracowanie nowych metod, odpowiadających rzeczywistym potrzebom. 

Jestem wielkim fanem serii o komisarzu Wistingu, ale oczywiście mam świadomość, że i w tym cyklu trafiają się książki słabsze. Nocny człowiek to Horst w wysokiej formie i powieść o tyle ważna, że mocno akcentuje motywy, które będą przewijały się również w kolejnych odsłonach serii. Jedno w całym cyklu pozostaje niezmienne - klimat opowieści, spokojna narracja i komisarz William Wisting, który mimo wielu wątpliwości, wciąż dowodzi Wydziałem Śledczym w Larvik. Mam nadzieję, że jeszcze bardzo długo. 


źródło: www.empik.com
Informacje o książce

autor Jørn Lier Horst
tytuł Nocny człowiek
tytuł oryginału Nattmannen
przekład Milena Skoczko

Wydawnictwo Smak Słowa
miejsce i rok wydania Sopot 2018
liczba stron 376

egzemplarz recenzencki
Nowalijki oceniają 5/6





Dziękuję wydawnictwu Smak Słowa 
za udostępnienie książki do recenzji


sobota, sierpnia 04, 2018

MARYLA SZYMICZKOWA "SEANS W DOMU EGIPSKIM"

MARYLA SZYMICZKOWA "SEANS W DOMU EGIPSKIM"

Wystarczyły dwie powieści, aby powołana do życia przez Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego krakowska pisarka Maryla Szymiczkowa na dobre zadomowiła się na półkach miłośników kryminałów retro. Zadebiutowała Tajemnicą Domu Helclów (tutaj), a serię kontynuują Rozdarta zasłona (tutaj) i najnowsza część Seans w Domu Egipskim. Każda powieść to zamknięta całość fabularna, którą łączy postać profesorowej Szczupaczyńskiej, Kraków końca XIX wieku i humor połączony z obserwacjami natury obyczajowej. Kolejna książka Szymiczkowej wprowadza także nowe elementy, widoczne raczej w sferze interpretacyjnej i sprawdzone w poprzednich częściach chwyty kompozycyjne. 

Rok 1898 zbliża się ku końcowi. Europą wstrząsają wydarzenia, których konsekwencje mogą okazać się dramatyczne w skutkach. Kraków, tymczasem, żyje przyjazdem do miasta Stanisława Przybyszewskiego, a wraz z nim nowych, rewolucyjnych nurtów w sztuce. Złowrogie widmo dekadentyzmu unosi się nad miastem i zagraża staremu porządkowi rzeczy. Życie toczy się jednak dalej i kiedy zbliża się całkowite zaćmienie księżyca, krakowskie towarzystwo postanawia odpowiednio uczcić to wydarzenie. Profesorowa Szczupaczyńska dostaje zaproszenie do ekscentrycznego (architektonicznie!) Domu Egipskiego na seans spirytystyczny. Początkowo niechętna, ale wiedziona ciekawością zaszczyca wydarzenie swoją obecnością. Podobnie zresztą jak i Stanisław Przybyszewski, nazywany Diabłem. W spotkaniu uczestniczy dwanaścioro gości, ale jedna z osób nie przeżyje tego wydarzenia. Doświadczona w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych profesorowa bierze sprawy w swoje ręce i wraz z sędzią śledczym Klossowitzem rozpoczyna dochodzenie. Kosztem życia domowego! 


Zastanawiałem się, w jakim kierunku pójdzie Maryla Szymiczkowa w swojej trzeciej powieści. Seans w Domu Egipskim pozornie nie wnosi nic nowego do konstrukcji fabuły i konsekwentnego budowania klimatu kryminału retro. I bardzo dobrze, bo wciąż jeszcze nie czas na większe eksperymenty. Jest więc Kraków, aspirujący, ale jednak na uboczu, są barwne postaci, cięty język i humor - czasem subtelny, czasem uszczypliwy. Autorka ponownie przywołuje na kartach powieści postaci autentyczne i miesza je z fikcyjnymi, przypomina dziewiętnastowieczne tradycje, tym razem związane z Bożym Narodzeniem i Nowym Rokiem. Trzyma jednak rękę na pulsie i w fabułę wplata nowinki a także echa ówczesnych dyskusji o sztuce, która w powieści odgrywa może rolę drugoplanową, ale niezwykle istotną. Niespodziewanie bowiem dla profesorowej, jej głównym antagonistą okaże się wspominany już Stanisław Przybyszewski. W starciu artysty i profesorowej uwydatnią się wszystkie lęki jej grupy społecznej, dla której fin de siecle oznacza coś więcej, niż tylko zmianę daty w kalendarzu. Szczupaczyńska wprawdzie jeszcze się broni, ale i ona wie, że zmian nie da się zatrzymać. W tej części bohaterka musi stawić także czoła atakom na jej rozumienie pojęcia kobiecości, co mocno profesorową zrani nawet, jeśli nie da tego po sobie poznać. Kwestię obecności kobiet w życiu publicznym poruszała już Rozdarta zasłona, ale wtedy mniej osobiście dotknęła ona bohaterkę. I tu dostrzegam pewną zmianę tonacji - Szczupaczyńska wprawdzie nadal wykazuje się cechami, które łatwo obśmiać, ale ona sama jest trochę poważniejsza, a na pewno śledztwo traktuje bardzo osobiście, żeby nie napisać ambicjonalnie. To odbija się na jej życiu domowym oraz relacjach z Ignacym a nawet z Franciszką. Mniej jest scen z Domu pod Pawiem i słownych utarczek małżeństwa. Na szczęście gosposia trzyma wszystko twardą ręką, a Czas wciąż tłumaczy swoim czytelnikom zawiłości zmieniającego się świata. Gdyby tylko nie te bohomazy pana Wyspiańskiego!

Seans w Domu Egipskim to kryminał retro na wysokim poziomie. I w przeciwieństwie do Rozdartej zasłony ma solidną zagadkę, której rozwiązanie nie okaże się takie znów oczywiste. Budowa powieści przypomina trochę konstrukcję książek Agathy Christie, ale Szczupaczyńską wiedzę bardziej jako Poirota w sukni, niż poczciwą pannę Marple. Gdyby nie upór profesorowej, kto wie, czy tajemnicza śmierć podczas seansu spirytystycznego zostałaby wyjaśniona? Po nową powieść Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego warto sięgnąć również ze względu na całą niekryminalną resztę: wątek spirytyzmu w Krakowie, postać Stanisława Przybyszewskiego, który w książce mówi własnym głosem, zaczerpniętym przez autorów z tekstów artysty, wreszcie dla drobiazgów - modnych słodyczy, utyskiwań na nieradzący sobie z zimą magistrat i cudownie brzmiących archaizmów. 

Lada moment początek XX wieku i nie wyobrażam sobie, że profesorowa Szczupaczyńska nie odnajdzie się w okresie Młodej Polski, dlatego już teraz trzymam kciuki za Marylę Szymiczkową i za kolejną powieść o krakowskiej detektywce. 



źródło: www.znak.com.pl
Informacje o książce

autorka Maryla Szymiczkowa
autorzy Jacek Dehnel Piotr Tarczyński
tytuł Seans w Domu Egipskim

Wydawnictwo Znak Literanova
miejsce i rok wydania Kraków 2018
liczba stron 304

egzemplarz własny
Nowalijki oceniają 5+/6

czwartek, sierpnia 02, 2018

FRANCIS SPUFFORD "GOLDEN HILL"

FRANCIS SPUFFORD "GOLDEN HILL"

Chyba nie da się wskazać konkretnego momentu, kiedy Nowy Jork z imponującą panoramą drapaczy chmur z miasta przekształcił się w ikonę popkultury. Wizerunek metropolii, powielany w niezliczonych powieściach, filmach i serialach, kształtuje się dowolnie, w zależności od pomysłowości kolejnych twórców. Z miasta romantycznych komedii swobodnie przeistacza się w siedlisko szemranych interesów. Przykładów można zresztą mnożyć bez końca. A wspominam o tym przy okazji tekstu o Golden Hill Francisa Spufforda, ponieważ brytyjski autor, Nowy Jork właśnie, uczynił nieoczywistym, ale ostatecznie istotnym bohaterem swojej książki. Kojarzony raczej z literaturą faktu, Spufford ma na swoim koncie także dwie powieści historyczne. Golden Hill jest jego najnowszą książką. 

Powieść zaczyna się 1 listopada tysiąc siedemset czterdziestego szóstego roku, kiedy po tygodniach podróży statkiem do Nowego Jorku przybywa młody Richard Smith. Ma przy sobie weksel na niebagatelną wtedy kwotę tysiąca funtów. Celem jego podróży jest spieniężenie dokumentu, dlatego swoje kroki kieruje w stroną kantoru przy Golden Hill. Zanim dopełnią się wszystkie formalności, przed przybyszem z Londynu miesiące spędzone w mieście, któremu bardzo daleko do dzisiejszej pozycji na mapie świata. Smith jest towarzyski, kontaktowy i kochliwy, a to oznacza, że nie będzie spokojnie czekał na wypłatę. Kłopoty to jego drugie imię, ale Richard Smith i tak mocno napracuje się, aby utrzymać reputację tajemniczego awanturnika. 


Golden Hill Francisa Spufforda rozpoczyna się od zdania wielokrotnie (wielokrotnie!) złożonego i po jego przeczytaniu nieomal natychmiast można wysnuć wniosek, że powieść brytyjskiego dziennikarza i nauczyciela akademickiego jest albo do pokochania, albo do natychmiastowego odłożenia na półkę. Drugie, na co zwraca uwagę czytelnik, to stylizacja języka, przywołująca na myśl powieści historyczne powstałe w XVIII lub XIX wieku. Powieść Spufforda to pastisz oświeceniowych powieści łotrzykowskich (niekoniecznie tożsamych z przygodowymi) lub głęboki ukłon autora w stronę książek o tematyce historycznej. Wiele zależy od interpretacji opisywanych wydarzeń. Autor  stylizuje swoją opowieść na klasykę literatury awanturniczej, i zgrabnie żongluje motywami z prozy epoki oświecenia, i pozwala sobie na mniej lub bardziej zawoalowany żart z natrętnej maniery osiemnastowiecznych twórców. Jego powieść obfituje w liczne przygody głównego bohatera, awantury i pościgi, nieoczekiwane zwroty akcji, romanse i mrożące krew w żyłach wydarzenia. Wszystko napisane językiem o bogatej stylistyce, rozbudownych opisach i z tempem, którego nie powstydziliby się dzisiejsi powieściopisarze. Nie bez powodu napisałem dzisiejsi, ponieważ Francis Spufford tak udanie wczuł się w rolę pisarza z połowy osiemnastego wieku, że momentami można zapomnieć, że Golden Hill to książka z 2016 roku. Współczesność powieści można jednak dostrzec w ujęciu przez autora tematów obyczajowych i ciekawie poprowadzonej narracji, która skutecznie utrzymuje czytelnika w stanie lekkiej dezorientacji.

W powieści Spufforda pojawia się cała plejada bohaterów, ale na pierwszy plan wysuwają się dwaj - Richard Smith i wspomniany już Nowy Jork. Ten pierwszy jest tajemniczy, niewiele o nim wiadomo, autor szczędzi informacji na jego temat, aż do zaskakującego finału powieści. Smith ma jednak sporo uroku i jeszcze więcej szczęścia, a jego pojawienie się w mieście rodzi wiele plotek. Prawda, jak to prawda, okaże się ... inna od oczekiwań. Drugi bohater, zdecydowanie mniej oczywisty, to Nowy Jork, który w 1746 roku liczy siedem tysięcy mieszkańców i jest jeszcze jednym miastem portowym, ale z ambitnymi mieszkańcami. Spacerując (lub uciekając) z głównym bohaterem po Broad Way trudno wyobrazić sobie, że kilkadziesiąt lat później przeistoczy się z zapyziałej dziury w tętniącą życiem metropolię. Ale już wtedy da się zauważyć, że Nowy Jork to obszar wielu, bardzo wielu możliwości, a potęgę miasta w późniejszym kształcie zbudują ludzie tacy, jak Smith. 

Francis Spufford napisał powieść, w której udanie połączył hołd literaturze w ogóle i żart z powieści gatunkowej w szczególe. Golden Hill skrzy się humorem i językowymi nawiązaniami, znakomicie oddanymi przez klasę tłumacza Jędrzeja Polaka. To nie tylko pastisz popularnego gatunku, ale także obraz osiemnastowiecznej mentalności we współczesnym ujęciu oraz portret miasteczka, na moment przed jego wielką przemianą. Zdaję sobie jednak sprawę, że Golden Hill nie jest książką dla każdego czytelnika, ale zdecydowanie warto po nią sięgnąć, choćby dla samej przyjemności obcowania z inteligentną i dowcipną grą z konwencją osiemnastowiecznego romansu awanturniczego. Ciekawe doświadczenie. Ciekawe.


źródło: www.wydawnictwopoznanskie.com
Informacje o książce

autor Francis Spufford
tytuł Golden Hill
tytuł oryginału Golden Hill
przekład Jędrzej Polak

Wydawnictwo Poznańskie
miejsce i rok wydania Poznań 2018
liczba stron 368

egzemplarz recenzencki
Nowalijki oceniają 5/6






za udostępnienie egzemplarza do recenzji

Copyright © 2016 Nowalijki , Blogger