sobota, grudnia 09, 2017

Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński "Pudełko z marzeniami"

Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński "Pudełko z marzeniami"

Literatura obyczajowa w wydaniu romantycznym nie należy do moich ulubionych gatunków. Dodatkowo z dystansem podchodzę do tytułów, które pojawiają się w okolicy świąt Bożego Narodzenia. Zdarzyło mi się bowiem przeczytać jedną, czy dwie powieści związane z tym okresem i  pisząc oględnie, zachwytu nie odczułem. Jednak cała zabawa polega na tym, aby czasem zejść z utartego szlaku i przeczytać powieść spoza głównego nurtu zainteresowań. Dlatego skuszony nazwiskami pary autorów, którzy na polskim rynku wydawniczym tworzą sympatyczny i rozpoznawalny duet, zachęcony urokliwą okładką ... przeczytałem Pudełko z marzeniami Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego. To było moje pierwsze spotkanie z książką Specjalistki od szczęśliwych zakończeń i kolejne z fabułą Księcia komedii kryminalnej. I choć po jednej książce trudno ocenić, czy będę częściej sięgał po tego typu literaturę, to muszę napisać, że absolutnie nie żałuję literackiej wyprawy do Miasteczka. Historia Malwiny, Michała, (zdaje się, że już kultowej) pani Wiesi i innych postaci z Pudełka z marzeniami dostarczyła mi ogromnej dawki pozytywnej energii i pozwoliła serdecznie się pośmiać. Przy okazji też zrozumiałem chyba, na czym polega fenomen powieści Magdaleny Witkiewicz, bo po lekturze pięciu książek Alka Rogozińskiego, w przypadku tego autora,  sprawa jest dla mnie jasna.

Malwina postanawia rzucić pracę w korporacji i wraz z ekscentrycznym chłopakiem poprowadzić restaurację w miasteczku ... Miasteczko, gdzieś na północy Polski. Problem w tym, że takie życie nie odpowiada jej partnerowi, który pewnego dnia wyjeżdża i nie wraca. W tym samym czasie Michał przeżywa poważne problemy sercowe i biznesowe. Kiedy przez przypadek dowiaduje się, że w czasie wojny jego rodzina ukryła skarb w ... Miasteczku, postanawia postawić wszystko na jedną kartę. Przyjeżdża do miejscowości, z której pochodzili jego przodkowie i zamierza wprowadzić w życie misterny plan. Na drodze staje mu, niczego nieświadoma Malwina, a to dopiero początek historii - ze śniegiem, światełkami wygrywającymi disco polo i zakończeniem, które ... po prostu trzeba przeczytać.



Pudełko z marzeniami duetu autorskiego Witkiewicz&Rogoziński to komedia romantyczna z delikatnym wątkiem, jeśli nie kryminalnym, to z pewnością sensacyjnym, którego nie powstydziłaby się Joanna Chmielewska. Akcja powieści rozgrywa się w miejscu może trochę zapomnianym przez cywilizację, ale pełnym uroku i klimatu, którego coraz trudniej doszukać się we współczesnym świecie. Niezaprzeczalnym atutem książki są jej bohaterowie, ale o dziwo, niekoniecznie wspomniani Malwina i Michał. Mnie kupiły dwie starsze panie - znana z Pracowni dobrych myśli pani Wiesia i babcia Malwiny - Janinka, która po latach wróciła z Francji. Obie tworzą fantastyczny duet, od którego młode pokolenie może się uczyć poczucia humoru i radości życia. Pani Wiesia ma fifi w internacie, a babcia Janinka trzyma pewien ważny przedmiot w powieści ... Róży Krull, więc możecie sobie wyobrazić, do czego zdolne są rezolutne staruszki. Śledząc akcję powieści i śmiejąc się z żartów oraz autoironicznych wstawek, byłem ciekaw, za które fragmenty odpowiada Alek Rogoziński, a które są dziełem Magdaleny Witkiewicz. Myślę, że wytypowałem poprawnie.

Rozpoczynając lekturę Pudełka z marzeniami zastanawiałem się po pierwsze, czy powieść napisana w duecie sprawdzi się literacko, a po drugie, czy czasem nie okaże się, że wątek romansowy nie zdominuje fabuły. I po przeczytaniu książki wiem, że taki duet ma sens i znakomicie się sprawdził, a historia równoważy elementy obyczajowe oraz zabarwione sensacyjnie, udanie łącząc i humor, i  magię najpiękniejszych dni w roku. 

Wspólna książka Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego to duża dawka pozytywnej energii, humoru i ulotnego czaru Bożego Narodzenia. To także wyraz tęsknoty autorów (a pewnie i czytelniczek/ków) za światem, w którym marzenia zwyczajnie się spełniają, splątane ścieżki prostują a ludzie, jeśli jest im to pisane, z pewnością na siebie trafią. Z pomocą świętego Ekspedyta, albo nawet i bez. A jeśli go nie znacie, to od czego macie fifi w internacie?



Informacje o książce

autorzy Magdalena Witkiewicz
Alek Rogoziński
tytuł Pudełko z marzeniami

wydawnictwo Filia
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 336

egzemplarz zakup własny
Nowalijki oceniają 5/6




czwartek, grudnia 07, 2017

Jozef Karika "Strach"

Jozef Karika "Strach"

Strach. Potrafi być irracjonalny, namacalny, paraliżujący. Chłód. Przenikliwy, dokuczliwy, może panować, można go odczuwać. A co, jeśli te dwa odczucia połączyć w jedną całość i uczynić motywem powieści? Zadanie z pozoru wydaje się karkołomne, ale gdyby poszperać w przykładach literatury popularnej, to z pewnością można się doszukać, choćby prób, wykorzystania takiego tematu. Jozef Karika, słowacki autor thrillerów, horrorów i powieści sensacyjnych, postanowił odczytać ten wątek na nowo, czyniąc go kanwą powieści Strach. Już od pierwszych stron czytelnik zostaje wciągnięty w fabułę, w której uczucie głębokiego niepokoju wzmacnia wszechogarniający chłód. I gdzieś tam, w mroźnym lesie czai się zło, które tylko czeka, aby obnażyć kły i rzucić się do gardła upatrzonej wcześniej ofierze.

Jożo Karsky, główny bohater i jednocześnie pierwszoosobowy narrator powieści, po wielu latach wraca do rodzinnego miasta Rużomberka. Jego związek właśnie się rozpadł, mężczyzna stracił pracę i tym samym perspektywy jego rozwoju znacząco się skurczyły. Na tyle, że po powrocie zamieszkał w swoim dawnym mieszkaniu, nierozerwalnie kojarzącym się z traumą z dzieciństwa. Po śmierci matki i umieszczeniu ojca w domu opieki, mieszkanie stoi puste, ale Jożo ma wrażenie, że nie przebywam w nim sam... Tymczasem Słowację nawiedza wyjątkowo mroźna zima, paraliżując życie mieszkańców, otoczonego lasem i górami niewielkiego osiedla. Kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach zaczynając znikać dzieci, Jożo uświadamia sobie, że koszmar z jego przeszłości powrócił ze zdwojoną siłą. Im niższe temperatury, tym niebezpieczniej robi się w sennym Rużomberku.

Strach Jozefa Kariki to przykład powieści, która wymyka się jednoznacznej klasyfikacji gatunkowej. A z pewnością nie reprezentuje gatunkowo tylko horroru, choć atmosfera strachu i niepokoju towarzyszy czytelnikowi od pierwszych stron. Autor umiejętnie buduje napięcie, choćby dzięki temu, że narracja w pierwszej osobie pozwala na przemilczenia i niedomówienia. Wydarzenia, które rozgrywają się na małej przestrzeni osiedla mieszkaniowego, budzą niepokój, prowokują do wielu pytań. Złowrogi las wokół bloków i sąsiedztwo gór sprawia, że zło, które co jakiś czas pojawia się na kartach powieści, jest spotęgowane. Niepokój spowija świat bohaterów książki, wywołując nieprzyjemne uczucie klaustrofobii. Kolejne rozdziały przynoszą nowe fakty, ale Karika na tyle sprawnie operuje słowem, że czytelnik odczuwa raczej dezorientację, podobnie zresztą jak i bohaterowie powieści. Trudno rozróżnić, czy Jożo śni na jawie, czy wspomina, a może jego  przeżycia są efektem działaności sił nie z tego świata? Wraz z bohaterem, krok po kroku, wpadamy w paranoję, ale i odkrywamy prawdę. I jak na  dobrze skonstruowaną  opowieść przystało to, co właściwie mimochodem odkryje czytelnik, zdecydowanie go zaskoczy. I takie właśnie zakończenia lubię najbardziej. 


Po Strach Jozefa Karika sięgnąłem z ogromnym zaciekawieniem. Choćby dlatego, że wcześniej nie czytałem podobnej literatury zza naszej południowej granicy. I wprawdzie autor raczej nowym Kingiem nie zostanie, to szczerze muszę napisać, że powieść mnie wciągnęła i mocno kibicowałem pisarzowi, żeby niczego nie zepsuł w tej książce. Muszę przyznać, że małem moment zwątpienia (przy fragmencie z zapiskami pewnego archeologa - amatora), ale Karika na szczęście nie poszedł w klimaty znane z horrorów Grahama Mastertona i sprytnie wybrnął z wątku bardziej efekciarskiego niż efektownego. 

Miłośników mocnych horrorów Strach pewnie specjalnie nie zaskoczy, ale to powieść warta uwagi. Przynajmniej dla mnie, sięgnięcie po słowacką powieść okazało się odświeżającym doświadczeniem, odpoczynkiem od podobnych tekstów rodem z kultury anglosaskiej. Karika, mimo że trudno nie dostrzec  u niego inspiracji choćby wspomnianym Kingiem, zaproponował kawał niezłej literatury rozrywkowej, zręcznie opowiedzianej i sprawnie napisanej. I co najważniejsze dla mnie - autor nie podsuwa swojemu czytelnikowi gotowych rozwiązań i nie daje jasnych odpowiedzi. Zostawia wolną rękę w kwestii interpretacji kolejnych wydarzeń, co czyni Strach atrakcyjną pozycją na długi zimowy (szczególnie zimowy!) wieczór. 


źródło: www.empik.com
Informacje o książce

autor Jozef Karika
tytuł Strach
tytuł oryginału Strach
przekład Joanna Betlej

wydawnictwo Stara Szkoła
miejsce i rok wydania Wołów 2017
liczba stron 300

egzemplarz recenzencki
patrona medialny bloga
Nowalijki oceniają 4+/6





za udostępnienie egzemplarza do recenzji


niedziela, grudnia 03, 2017

JØRN LIER HORST "Gdy morze cichnie"

JØRN LIER HORST "Gdy morze cichnie"

Są takie serie kryminalne po które sięgam w ciemno, nawet jeśli autorowi zdarzyły się słabsze fabuły. Tak mam w przypadku Camilli  Läckberg czy Katarzyny Puzyńskiej, tak dzieje się również z powieściami Jørna Liera Horsta. Do tego ostatniego mam zresztą szczególny sentyment, ponieważ po cykl o komisarzu Wistingu sięgnąłem na początku prowadzenia bloga. I właściwie po pierwszej przeczytanej książce zostałem fanem norweskiego pisarza, który ujął mnie chłodnym klimatem historii i stonowaną fabułą. Piszę o tym nie bez powodu, ponieważ nowa po polsku, a trzecia w kolejności książka Horsta Gdy morze cichnie to próba skierowania serii na trochę inną ścieżkę. Czy to próba udana? A to zależy, czego się oczekuje.

O tym, że Stavern poza sezonem tylko z pozoru jest sennym miasteczkiem, polski czytelnik zdążył się już przekonać. Tym razem akcja znów toczy się w tym nadmorskim kurorcie. Najpierw policja dostaje zgłoszenie o nieprzytomnym mężczyźnie leżącym na schodach apteki. Zaraz potem wybucha pożar domu letniskowego i w zgliszczach strażacy znajdują zwęglone zwłoki. Komisarz William Wisting nabiera podejrzeń, kiedy okazuje się, że to nie koniec makabrycznych odkryć, a tropy prowadzą poza granice Norwegii. I dlaczego szefowa Wistinga robi wszystko, aby śledztwo utknęło w martwym punkcie? I co wspólnego z wydarzeniami w Stavern ma sytuacja polityczna w Iraku? Albo Pokojowa Nagroda Nobla?

Jørn Lier Horst zdążył już przyzwyczaić czytelników do charakterystycznego, rozpoznawalnego po kilku pierwszych stronach stylu opowieści, w której prym wiedzie skrupulatny i wiecznie zamyślony komisarz William Wisting. Mocną stroną serii jest pokazanie wnikliwości, z jaką policjant i jego podwładni badają kolejne miejsca zbrodni, analizują fakty, łączą w całość niepasujące elementy układanki. Praca na posterunku przeplata się z wątkami obyczajowymi, pokazującymi prywatne perypetie bohaterów. Zasadniczo dzieje się wiele, ale dzięki wolniejszemu tempu, Horst ma szansę na wyeksponowanie istoty drobiazgów, czy pochylenie się nad nurtującymi bohaterów problemami społecznymi. Gdy morze cichnie ma wszystkie składniki stylu Horsta, ale punkt ciężkości przeniesiony jest z postaci Wistinga na fabułę, która wprowadza nieobecne wcześniej elementy. Nie wchodząc w szczegóły historii napiszę jedynie, do śledztwa przyłączają się służby specjalne, a lokalne dochodzenie zyskuje międzynarodowy wydźwięk. Wisting zostaje wplątany w intrygę, która może kosztować nie tylko jego reputację, ale i życie ważnych dla niego osób. 


Czytając trzeci tom cyklu odniosłem wrażenie, że Jørn Lier Horst szukał dla swojego bohatera i całej serii nowej drogi, która pozwoliłaby mu wprowadzić do fabuły element zaskoczenia i tym samym otworzyć pisarzowi nowe możliwości. Wisting trochę niebezpiecznie zbliżył się do całej plejady bohaterów wykreowanych na potrzeby powieści sensacyjnych. Na szczęście jednak, mimo że na wizerunku komisarza pojawia się wyraźna rysa, autor oszczędził swojego bohatera i choć nie wiem, co wydarzy się w nieopublikowanych po polsku tomach IV i V, to kolejne części utwierdzają mnie w przekonaniu, że Wisting jest taki, jaki być powinien. 

Często spotykam się z oceną, że cykl o norweskich policjantach jest nudny, albo przewidywalny. Trudno mi dyskutować z gustem innych czytelników, ale dla mnie atutem serii jest spokojniejszy ton  narracji i bohater - elokwentny, staroświecko elegancki pasjonat swojego zawodu. I niezły obserwator natury ludzkiej, który z nutą nostalgii obserwuje zmieniającą się wokół rzeczywistość. Wielbicielom szybkiego tempa akurat Gdy morze cichnie z pewnością przypadnie do gustu, bo faktycznie w tym tomie dzieje się wiele i jak na Horsta - również szybko. Dla wszystkich innych, nowa książka norweskiego autora to pewnie jeszcze jedna bardzo dobra powieść policyjna i spotkanie z ulubionymi bohaterami. A że czasem zaskakują? Chyba właśnie o to chodzi.


źródło: www.empik.com
Informacje o książce

autor Jørn Lier Horst
tytuł Gdy morze cichnie
tytuł oryginału Når havet stilner
przekład Milena Skoczko

wydawnictwo Smak Słowa
miejsce i rok wydania Sopot 2017
liczba stron 348

egzemplarz recenzencki
Nowalijki oceniają 4+/6





Dziękuję wydawnictwu Smak Słowa 
za udostępnienie książki do recenzji.


Copyright © 2016 Nowalijki , Blogger