środa, grudnia 13, 2017

Bartosz Szczygielski "Krew"

Bartosz Szczygielski "Krew"

Bartosz Szczygielski zadebiutował udaną Aortą (więcej) kryminałem miejskim, w którym na nowo odczytał motywy spod znaku noir. Powieść o komisarzu Gabrielu Bysiu i pruszkowskiej mafii okazała się nie lada sensacją na rynku wydawniczym i zebrała całkiem sporo pozytywnych opinii. Sam autor wysoko podniósł sobie poprzeczkę, a finał, który zgotował bohaterom swojego debiutu, zaostrzył apetyt na więcej. I oto jest drugi tom serii z Bysiem, czyli Krew. Czy nowa książka dorównuje debiutowi i czy pisarz poradził sobie z syndromem drugiej powieści? W mojej ocenie jak najbardziej, choć nie ukrywam, że trochę też mnie zaskoczył.

Po dramatycznych wydarzeniach opisanych w Aorcie Gabriel Byś zostaje skierowany na przymusowe badania psychiatryczne i tym samym ląduje w kolejnym mocno rozpoznawalnym miejscu - Tworkach. Zamiast jednak spokojnie dochodzić do siebie, Gabriel trafia na makabryczne znalezisko. I choć szok mija, to przed bohaterem powieści cały szereg wydarzeń, które utrudnią mu powrót do psychicznej równowagi. Nie da się ukryć, że miejscu takim, jak Tworki, zdecydowanie nie będzie mu łatwo. Równolegle z wydarzeniami związanymi z Bysiem, czytelnik poznaje dalsze losy pruszkowskiej prostytutki Kaśki Sokół. Bohaterka znana z Aorty nadal robi wszystko, aby uwolnić się spod kurateli Andrzeja Dziergi - szefa lokalnych struktur mafijnych. Tylko kwestią czasu jest, kiedy dwa ciągi fabularne połączą się w jedną całość, zostawiając czytelnika w niemałym zaskoczeniu po finale drugiego tomu. 


Krew mogła być podobna do Aorty, bowiem autor miał, sprawdzony już w pierwszej części, pomysł na fabułę. A jednak Bartosz Szczygielski wybrał inną drogę. Bo choć kompozycyjnie fabuła Krwi jest zbieżna z debiutem, to jednak zmienił się klimat historii i  przesunął punkt ciężkości. Nadal charakterystycznym chwytem jest przejście między scenami, które łączy pomost oparty na grze słów, co daje wrażenie szybkiego montażu filmowego. Autor narzuca więc czytelnikowi pewne tempo i dynamizuje opowieść, choć warto zauważyć, że Krew ma dwie prędkości. Część poświęcona Gabrielowi Bysiowi jest wolniejsza, fragmenty związane z Kaśką Sokół - zdecydowanie przyspieszają. Przeniesienie akcji do szpitala psychiatrycznego pozwoliło autorowi zmienić klimat opowieści. Wydarzenia, w których uczestniczy zawieszony w czynnościach komisarz, chwilami wydają się aż nierealne i ani bohater, ani tym bardziej czytelnicy nie mogą mieć pewności, czy to, co dzieje się w Tworkach to prawda, czy produkt nafaszerowanego lekami umysłu. Zamknięta, chwilami wręcz klaustrofobiczna przestrzeń szpitala sprawia, że czytelnik czuje się tak, jakby to on sam był jednym z pacjentów. Całe szczęście, że Gabriel ma wsparcie w osobie sierżant Moniki Ruszki, bo bez niej chyba byłoby mu jeszcze trudniej. Pobyt w szpitalu pozwala mu zebrać myśli i przeanalizować wydarzenia, w których uczestniczył. Trudno nie odnieść wrażenia, że Byś jest cieniem samego siebie, ale mam nadzieję, że weźmie się w garść - ma jeszcze sporo spraw do wyjaśnienia. 

Nie tylko zmienia się klimat Krwi, ale w mojej ocenie także punkt ciężkości przesuwa się w stronę Kaśki Sokół. To, co dzieje się wokół tej bohaterki sprawia, że przez całą lekturę powieści mocno trzyma się kciuki - zarówno za nią samą, jak i za powodzenie jej planów. Jednak to, co Bartosz Szczygielski zgotował swoim bohaterom, w tym Kaśce, sprawia, że oczy otwierają się szeroko ze zdziwienia. Nie zmienia to mojego osądu, że to właśnie wątek pruszkowskiej prostytutki dominuje w drugiej odsłonie cyklu i rzuca nowe światło na jej przeszłość. I niezwykle mało mówi o przyszłości.

Krew przypadnie do gustu czytelnikom, którzy w powieści kryminalnej szukają nowych wrażeń i oczekują elementu zaskoczenia. Motywy noir autor odczytuje na nowo, bawiąc się konwencją powieści gatunkowej. Jest zabawnie, ale trochę inaczej niż w debiucie, bo to humor bardziej wisielczy. Dosadność językową z Aorty Bartosz Szczygielski zamienił na dosłowność opisów razów zadawanych bohaterom. Jest mocno, aż boli, naturalistycznie i bez ogródek. To także element czarnego humoru powieści, którą charakteryzuje niejednoznaczna fabuła, pokręcone losy bohaterów i mroczniejszy klimat opowieści. Drastyczne sceny (może nie dominują w narracji, ale jak już są, to ...) w moim odczuciu stanowią ukłon w stronę popularnych powieści pulp fiction, do których pisarz (tak mi się zdaje) dyskretnie puszcza oczko. Zmiana tonu trochę mnie zaskoczyła i potrzebowałem czasu, aby się z nią oswoić, ale ostatecznie autor mnie przekonał, bowiem finał Krwi sugeruje, że dopiero będzie się działo. Niecierpliwie czekam na trzeci tom. I obawiam się, że autor nie będzie łaskawy ani dla swoich bohaterów, ani dla czytelników.


źródło: www.empik.com
Informacje o książce

autor Bartosz Szczygielski
tytuł Krew

wydawnictwo WAB
miejsce i rok wydania Warszawa 2017
liczba stron 400

egzemplarz recenzencki
recenzja oficjalna dla portalu lubimyczytac.pl
Nowalijki oceniają 5-/6





za udostępnienie powieści do recenzji


sobota, grudnia 09, 2017

Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński "Pudełko z marzeniami"

Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński "Pudełko z marzeniami"

Literatura obyczajowa w wydaniu romantycznym nie należy do moich ulubionych gatunków. Dodatkowo z dystansem podchodzę do tytułów, które pojawiają się w okolicy świąt Bożego Narodzenia. Zdarzyło mi się bowiem przeczytać jedną, czy dwie powieści związane z tym okresem i  pisząc oględnie, zachwytu nie odczułem. Jednak cała zabawa polega na tym, aby czasem zejść z utartego szlaku i przeczytać powieść spoza głównego nurtu zainteresowań. Dlatego skuszony nazwiskami pary autorów, którzy na polskim rynku wydawniczym tworzą sympatyczny i rozpoznawalny duet, zachęcony urokliwą okładką ... przeczytałem Pudełko z marzeniami Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego. To było moje pierwsze spotkanie z książką Specjalistki od szczęśliwych zakończeń i kolejne z fabułą Księcia komedii kryminalnej. I choć po jednej książce trudno ocenić, czy będę częściej sięgał po tego typu literaturę, to muszę napisać, że absolutnie nie żałuję literackiej wyprawy do Miasteczka. Historia Malwiny, Michała, (zdaje się, że już kultowej) pani Wiesi i innych postaci z Pudełka z marzeniami dostarczyła mi ogromnej dawki pozytywnej energii i pozwoliła serdecznie się pośmiać. Przy okazji też zrozumiałem chyba, na czym polega fenomen powieści Magdaleny Witkiewicz, bo po lekturze pięciu książek Alka Rogozińskiego, w przypadku tego autora,  sprawa jest dla mnie jasna.

Malwina postanawia rzucić pracę w korporacji i wraz z ekscentrycznym chłopakiem poprowadzić restaurację w miasteczku ... Miasteczko, gdzieś na północy Polski. Problem w tym, że takie życie nie odpowiada jej partnerowi, który pewnego dnia wyjeżdża i nie wraca. W tym samym czasie Michał przeżywa poważne problemy sercowe i biznesowe. Kiedy przez przypadek dowiaduje się, że w czasie wojny jego rodzina ukryła skarb w ... Miasteczku, postanawia postawić wszystko na jedną kartę. Przyjeżdża do miejscowości, z której pochodzili jego przodkowie i zamierza wprowadzić w życie misterny plan. Na drodze staje mu, niczego nieświadoma Malwina, a to dopiero początek historii - ze śniegiem, światełkami wygrywającymi disco polo i zakończeniem, które ... po prostu trzeba przeczytać.



Pudełko z marzeniami duetu autorskiego Witkiewicz&Rogoziński to komedia romantyczna z delikatnym wątkiem, jeśli nie kryminalnym, to z pewnością sensacyjnym, którego nie powstydziłaby się Joanna Chmielewska. Akcja powieści rozgrywa się w miejscu może trochę zapomnianym przez cywilizację, ale pełnym uroku i klimatu, którego coraz trudniej doszukać się we współczesnym świecie. Niezaprzeczalnym atutem książki są jej bohaterowie, ale o dziwo, niekoniecznie wspomniani Malwina i Michał. Mnie kupiły dwie starsze panie - znana z Pracowni dobrych myśli pani Wiesia i babcia Malwiny - Janinka, która po latach wróciła z Francji. Obie tworzą fantastyczny duet, od którego młode pokolenie może się uczyć poczucia humoru i radości życia. Pani Wiesia ma fifi w internacie, a babcia Janinka trzyma pewien ważny przedmiot w powieści ... Róży Krull, więc możecie sobie wyobrazić, do czego zdolne są rezolutne staruszki. Śledząc akcję powieści i śmiejąc się z żartów oraz autoironicznych wstawek, byłem ciekaw, za które fragmenty odpowiada Alek Rogoziński, a które są dziełem Magdaleny Witkiewicz. Myślę, że wytypowałem poprawnie.

Rozpoczynając lekturę Pudełka z marzeniami zastanawiałem się po pierwsze, czy powieść napisana w duecie sprawdzi się literacko, a po drugie, czy czasem nie okaże się, że wątek romansowy nie zdominuje fabuły. I po przeczytaniu książki wiem, że taki duet ma sens i znakomicie się sprawdził, a historia równoważy elementy obyczajowe oraz zabarwione sensacyjnie, udanie łącząc i humor, i  magię najpiękniejszych dni w roku. 

Wspólna książka Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego to duża dawka pozytywnej energii, humoru i ulotnego czaru Bożego Narodzenia. To także wyraz tęsknoty autorów (a pewnie i czytelniczek/ków) za światem, w którym marzenia zwyczajnie się spełniają, splątane ścieżki prostują a ludzie, jeśli jest im to pisane, z pewnością na siebie trafią. Z pomocą świętego Ekspedyta, albo nawet i bez. A jeśli go nie znacie, to od czego macie fifi w internacie?



Informacje o książce

autorzy Magdalena Witkiewicz
Alek Rogoziński
tytuł Pudełko z marzeniami

wydawnictwo Filia
miejsce i rok wydania Poznań 2017
liczba stron 336

egzemplarz zakup własny
Nowalijki oceniają 5/6




czwartek, grudnia 07, 2017

Jozef Karika "Strach"

Jozef Karika "Strach"

Strach. Potrafi być irracjonalny, namacalny, paraliżujący. Chłód. Przenikliwy, dokuczliwy, może panować, można go odczuwać. A co, jeśli te dwa odczucia połączyć w jedną całość i uczynić motywem powieści? Zadanie z pozoru wydaje się karkołomne, ale gdyby poszperać w przykładach literatury popularnej, to z pewnością można się doszukać, choćby prób, wykorzystania takiego tematu. Jozef Karika, słowacki autor thrillerów, horrorów i powieści sensacyjnych, postanowił odczytać ten wątek na nowo, czyniąc go kanwą powieści Strach. Już od pierwszych stron czytelnik zostaje wciągnięty w fabułę, w której uczucie głębokiego niepokoju wzmacnia wszechogarniający chłód. I gdzieś tam, w mroźnym lesie czai się zło, które tylko czeka, aby obnażyć kły i rzucić się do gardła upatrzonej wcześniej ofierze.

Jożo Karsky, główny bohater i jednocześnie pierwszoosobowy narrator powieści, po wielu latach wraca do rodzinnego miasta Rużomberka. Jego związek właśnie się rozpadł, mężczyzna stracił pracę i tym samym perspektywy jego rozwoju znacząco się skurczyły. Na tyle, że po powrocie zamieszkał w swoim dawnym mieszkaniu, nierozerwalnie kojarzącym się z traumą z dzieciństwa. Po śmierci matki i umieszczeniu ojca w domu opieki, mieszkanie stoi puste, ale Jożo ma wrażenie, że nie przebywam w nim sam... Tymczasem Słowację nawiedza wyjątkowo mroźna zima, paraliżując życie mieszkańców, otoczonego lasem i górami niewielkiego osiedla. Kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach zaczynając znikać dzieci, Jożo uświadamia sobie, że koszmar z jego przeszłości powrócił ze zdwojoną siłą. Im niższe temperatury, tym niebezpieczniej robi się w sennym Rużomberku.

Strach Jozefa Kariki to przykład powieści, która wymyka się jednoznacznej klasyfikacji gatunkowej. A z pewnością nie reprezentuje gatunkowo tylko horroru, choć atmosfera strachu i niepokoju towarzyszy czytelnikowi od pierwszych stron. Autor umiejętnie buduje napięcie, choćby dzięki temu, że narracja w pierwszej osobie pozwala na przemilczenia i niedomówienia. Wydarzenia, które rozgrywają się na małej przestrzeni osiedla mieszkaniowego, budzą niepokój, prowokują do wielu pytań. Złowrogi las wokół bloków i sąsiedztwo gór sprawia, że zło, które co jakiś czas pojawia się na kartach powieści, jest spotęgowane. Niepokój spowija świat bohaterów książki, wywołując nieprzyjemne uczucie klaustrofobii. Kolejne rozdziały przynoszą nowe fakty, ale Karika na tyle sprawnie operuje słowem, że czytelnik odczuwa raczej dezorientację, podobnie zresztą jak i bohaterowie powieści. Trudno rozróżnić, czy Jożo śni na jawie, czy wspomina, a może jego  przeżycia są efektem działaności sił nie z tego świata? Wraz z bohaterem, krok po kroku, wpadamy w paranoję, ale i odkrywamy prawdę. I jak na  dobrze skonstruowaną  opowieść przystało to, co właściwie mimochodem odkryje czytelnik, zdecydowanie go zaskoczy. I takie właśnie zakończenia lubię najbardziej. 


Po Strach Jozefa Karika sięgnąłem z ogromnym zaciekawieniem. Choćby dlatego, że wcześniej nie czytałem podobnej literatury zza naszej południowej granicy. I wprawdzie autor raczej nowym Kingiem nie zostanie, to szczerze muszę napisać, że powieść mnie wciągnęła i mocno kibicowałem pisarzowi, żeby niczego nie zepsuł w tej książce. Muszę przyznać, że małem moment zwątpienia (przy fragmencie z zapiskami pewnego archeologa - amatora), ale Karika na szczęście nie poszedł w klimaty znane z horrorów Grahama Mastertona i sprytnie wybrnął z wątku bardziej efekciarskiego niż efektownego. 

Miłośników mocnych horrorów Strach pewnie specjalnie nie zaskoczy, ale to powieść warta uwagi. Przynajmniej dla mnie, sięgnięcie po słowacką powieść okazało się odświeżającym doświadczeniem, odpoczynkiem od podobnych tekstów rodem z kultury anglosaskiej. Karika, mimo że trudno nie dostrzec  u niego inspiracji choćby wspomnianym Kingiem, zaproponował kawał niezłej literatury rozrywkowej, zręcznie opowiedzianej i sprawnie napisanej. I co najważniejsze dla mnie - autor nie podsuwa swojemu czytelnikowi gotowych rozwiązań i nie daje jasnych odpowiedzi. Zostawia wolną rękę w kwestii interpretacji kolejnych wydarzeń, co czyni Strach atrakcyjną pozycją na długi zimowy (szczególnie zimowy!) wieczór. 


źródło: www.empik.com
Informacje o książce

autor Jozef Karika
tytuł Strach
tytuł oryginału Strach
przekład Joanna Betlej

wydawnictwo Stara Szkoła
miejsce i rok wydania Wołów 2017
liczba stron 300

egzemplarz recenzencki
patrona medialny bloga
Nowalijki oceniają 4+/6





za udostępnienie egzemplarza do recenzji


Copyright © 2016 Nowalijki , Blogger